Army & Navy, czyli śniadanie w Sliema

Do Valetty postanowiliśmy popłynąć promem. Podobno to najlepsza forma podziwiania ogromu miasta i jego fortyfikacji. A że promy odpływają ze Sliemy, śniadanie postanowliśmy zjeść właśnie tam. Wybór restauracji nie był prosty, Sliema jest bardzo rozległa, natomiast przy samych promach restauracji jest niewiele. Mieliśmy do wybory: wrócić się do bardziej restauracyjnej części miasta albo zjeść śniadanie w popularnych sieciówkach. Na szczęście naszą uwagę przykuło Army & Navy, i nagle wybór stał się prosty.

Kawa i papierosy

Army & Navy znajduje się w ciągu małych knajpek, których stoliki ustawione są na chodniku. Całość zabezpieczona brezentowym namiotem sprawia, że idąć chodnikiem przechodzi się z jednej restauracji do drugiej, i do końca nie można być pewnym, w której restauracji aktualnie się jest. Skapitulowaliśmy więc i zajęliśmy pierwszy wolny stolik. To co z miejsca nas zaskoczyło, to to, że pod tym brezentowym namiotem wszyscy palili papierosy (sic!). Co stolik, to kawa i papieros, o za to śniadanie już niekoniecznie. Postanowiliśmy się wyłamać i zamówiliśmy lokalną ftirę oraz dwie czarne kawy. Rozglądając się po klientach tej knajpki, szybko odkryliśmy, że w Army & Navy stołują się głównie lokalesi. Do tego są to w głównej mierze stali klienci, o czym świadczyły zarzyłe stosunki między nimi a obsługą. Jednak ze wszystkich tych spostrzeżeń, najbardziej zachwyciła nas bardzo, ale to baaardzo wiekowa i wytworna pani. Od stóp do główy cała w Chanel i innych Louis Vuitton, której obecność na tle siedzącego stolik obok niechlujnego i upaćkanego czymś bliżej niezidentyfikownym pana, stanowiła niesły zgrzyt. Ale wróćmy do jedzenia.

Ftira

O ftirze naczytaliśmy się jeszcze przed wylotem z Polski. To znaczy ładniejsza się naczytała, bo silniejszy czytał o muzeach. Jednak gdy mu opowiedziała, czym jest frira, oboje wiedzieliśmy że MUSIMY tego spróbować. Ftira w Army & Navy była naszą pierwszą kanapką, którą potem co rano silniejszy odtwarzał w naszym wynajętym na Malcie mieszkaniu. Więc jak się już zapewne domyślacie, kanapka ta zrobiła na nas piorunujące wrażenie. Była pyszna! Ftira to lokalnie pieczony chleb z dziurą w środku, nacierany pomidorami (lub kunservą, pyszną pastą z pomidorów, którą można kupić w każdym sklepie – w butelce, puszce, słoiku). Obłożony tuńczykiem, świeżo pokrojoną cebulą i delikatnymi w smaku kaparami. My do naszego dania dostaliśmy jeszcze porcję soczystą sałtakę. I była to najlepsza ftira jaką jedliśmy na wyspie, a próbowaliśmy jej później w różnych miejscach.

Army & Navy
SLM 3010 The Strand, Tas-Sliema, Malta
https://www.facebook.com/armyandnavymalta/

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*