Krakowska Hellada, czyli grecka tragedia w pigułce

helladaGłodni i zmęczeni trudem pracy postanowiliśmy zjeść coś bardziej treściwego, a zarazem rzadko przez nas wybieranego. Na muszce znalazła się Hellada – Grecka Tawerna przy ul. Królewskiej.

Wieje pustką

Pierwszą kwestią, która rzuciła się w oczy była zatrważająca pustka w jakby nie patrzeć dosyć sporym i przepełnionym krętymi korytarzami lokalu. Brak pomysłów i innych restauracji w bliskim otoczeniu podświadomie kazał nam jednak skusić się na poproszenie o kartę. Usiedliśmy na zewnątrz w towarzystwie niezbyt przyjaznej i nieco wulgarnej Pani, która rozwoziła skuterkiem dania do klientów. Szczerze powiedziawszy zmęczeni po całym dniu nie mieliśmy ochoty słuchać głośnych, wulgarnych i prywatnych rozmów przez telefon w których królowało głównie narzekanie na pracodawcę. Ale z drugiej strony to samo zmęczenie kazało nam po prostu usiąść i poczekać na kelnerkę.

Tymczasem w karcie

Po długiej chwili oczekiwania nareszcie pojawiła się karta. Głodni zdecydowaliśmy się na wytoczenie największych dział i zamówiliśmy „Plaka Hellada” czyli półmisek greckich dań z grilla dla 2 osób w skład którego wchodziło kotopoulo me haloumi (filet z kurczaka nadziewany serem haloumi i suszonymi pomidorami), gyros, souvlaki (szaszłyki z polędwiczek wieprzowych i warzyw), bifteki, a wszystko to podane z pitą, tzatzikami, frytkami i misą sałaty. 

Odwrócona kolejność

Może zaczniemy od końca, bo właściwie misa sałaty przyszła jako pierwsza. Prawdopodobnie dlatego, że kucharz poszedł mocno na skróty przy jej przyrządzaniu, używając dressingu z torebki, którym zalał wyschnięte na wiór oliwki w plasterkach, gotowy mix sałat i podejrzany pomidor wraz z inną podejrzaną ferajną w składzie: ogórek, papryka, cebula.

Danie główne

Sam półmisek z kilkoma rodzajami mięs również nie zrobił dużego wrażenia, chociaż nie był on zły. Zdecydowanie na plus tego dania zapracowała wielkość porcji, która mimo, że na dwie osoby, to znacznie przerosła możliwości naszych dwóch żołądków. Śmiało mogliśmy zaprosić sąsiadów z ich rodziną. I jeszcze zapakować trochę na wynos. Jeśli faktycznie tak syto jada się w Grecji to nie dziwię się Odyseuszowi, że wytrzymał tak długo na morzu w poszukiwaniu powrotnej drogi do Itaki. Z drugiej strony, jeśli ichniejsze jedzenie faktycznie tak smakuje, to podejrzewam, że zwyczajnie nie chciał tam wrócić.

Reasumując

Ktoś kiedyś miał całkiem niezły pomysł, by otworzyć w Krakowie grecką restaurację. Następnie, sądząc po wielkości i wystroju, włożył w to miejsce całkiem niezłą sumkę. Jednak gdzieś po drodze stracił serce i zapał, o czym świadczą puste stoliki i karta, w której można znaleźć też pizzę. Do tego dochodzi sfrustrowana załoga, która bez żenady narzeka przy gościach na lokal idąc na dno wraz z tym greckim okrętem. A przecież wystarczyłoby tak niewiele: zrezygnować z włoskiego bękarta w postaci pizzy, skrócić kartę o połowę, postawić na świeże i wysokiej jakości składniki i przede wszystkim dobrać personel tak, by był wizytówką tego miejsca. Niestety Helladzie należy się Karaluch.

Hellada Grecka Tawerna
ul.Królewska 55
Kraków

https://www.facebook.com/TawernaHellada/

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*